środa, 7 listopada 2007

Dziś

Jednym ku radości, drugim ku trwodze: dziś minęła dziewięćdziesiąta rocznica Rewolucji Październikowej.

Zależy mi na tym, żeby myśleć o niej jako o tragedii, w klasycznym sensie tego słowa. Wymaga to więc dostrzeżenia specyficznej dla tragedii dialektyki.

Co przemawia przeciw Rewolucji, jest jasne i nikomu, mam nadzieję, nie trzeba przypominać. Istotne jest jednak to, aby dostrzec racje za nią, jeżeli ma to być rzeczywiście tragedia, a nie katastrofa. Wierzę, że takie racje istnieją.

Po pierwsze, Rewolucja Październikowa była efektem jednego z najśmielszych (obok może jedynie idei Stanów Zjednoczonych) projektów politycznych w dziejach ducha ludzkiego. Miała być spełnieniem marzenia o wolności, równości i pomyślności – marzenia, na którym, nie zapominajmy, ufundowana jest 'polityczność' nowożytnej Europy. Marksizm był jednym z najwybitniejszych wytworów zachodniej myśli. Nie dlatego, że był słuszny – w to nie wnikam – ale dlatego, że był próbą sięgnięcia do samego horyzontu polityczno-ekonomicznego świata. Był to projekt maksymalny w każdym sensie. Był więc apogeum europejskiej myśli politycznej, tak jak heglizm był apogeum zachodniej filozofii – nie dlatego, ze Hegel miał rację, ale dlatego, że to, co dotąd było horyzontem myśli uczynił jej przedmiotem.

Po drugie, Rewolucja Październikowa była jednym z najambitniejszych czynów politycznych w historii. Nikt wcześniej nie porwał się na coś tak szalonego, jak zaprowadzenie demokracji bezpośredniej (tak! taka idea przyświecała Leninowi) i gospodarki nie opartej na prywatnej własności w Rosji początku dwudziestego wieku. Niezależnie od jej oceny, Rewolucja była dziełem wielkim.

Jeżeli zgodzimy się na takie ujęcie ‘problemu Rewolucji Październikowej’, łatwo już dostrzec jej ‘tragiczność’. Tragedią nie jest śmierć dziesiątek milionów ludzi (w tym konkretnym sensie, o który mi chodzi, Holokaust nie był tragedią). Jest nią to, że śmierć ta była efektem najbardziej heroicznego z porywów ludzkości.

Chciałbym, żeby było widoczne, jak w Rewolucji Październikowej splata się całość naszej historii, tak jak w filozofię Hegla uwikłane są całe dzieje filozofii (nie tylko tej przed nim, ale i tej po nim).

To, co łączy Hegla i Lenina, to pragnienie wszystkiego. Jest więc tu jeszcze jedno znamię tragedii: hybris. Ofiary Rewolucji to kara, jaką bogowie wyznaczyli za pychę ludzkości, za wiarę, że możemy zmienić świat aż do samych jego fundamentów.


Na tym jednak nie koniec. Pojęcie tragedii, myślenie tą kategorią, jest (o czym jestem głęboko przekonany, ale wykazać to spróbuję innym razem) nierozerwalnie związane z pojęciem historii i myśleniem historycznym. Nie jest przypadkiem, że Herodot był rówieśnikiem (i nota bene przyjacielem) Sofoklesa.

Jeżeli zaś Rewolucja Październikowa nie tylko jest tragedią, ale jest tragedią maksymalną i ostateczną, to jest też tragedią ostatnią. By znów posłużyć się tym porównaniem: heglizm jest ostateczną i maksymalną filozofią i jest też 'ostatnią filozofią', tj. po Heglu niemożliwa jest już filozofia (przynajmniej w pewnym – istotnym – sensie). Jeżeli analogia jest słuszna, po Rewolucji niemożliwa jest już tragedia. Co za tym idzie, po Rewolucji Październikowej niemożliwa jest już historia.

To 1 września 1918 roku, proszę państwa, skończyła się w Europie historia, gdy oficjalnie ogłoszono „czerwony terror”. Et consummatum est.

Jeżeli ta argumentacja wyda się komuś wątpliwa, warto przemyśleć jeszcze jedno: historia po Rewolucji nie jest możliwa, bo niemożliwy jest już jakikolwiek choć w połowie tak śmiały projekt polityczny. Historia skończyła się w 1918 roku, bo od tamtego czasu nie mamy już wizji. A bez wizji nie ma dziejów – jest tylko następstwo faktów.


Brak komentarzy: