Należy więcej myśleć o przeszłości. O przeszłości właśnie, bez literówki. Przyszłość jest w gruncie rzeczy dość nieistotna. No bo co my właściwie możemy z nią zrobić? Działamy dziś, nie jutro. A myśleć… Ileż można myśleć o przyszłości? Owszem, czasem trzeba podjąć ważną decyzję albo zrobić jakieś plany, ale ile myśli można temu poświęcić? W końcu i tak decydujemy pod wpływem impulsu, a plany zmieniają się na skutek pogody. Przeszłość, przeszłość daje dużo więcej do myślenia.
Nie, nie marnuję czasu. Inaczej niż przyszłość, przeszłość już teraz w zupełności zależy ode mnie. Zresztą, z przeszłością możemy sobie lepiej poradzić – mamy do tego całe bogate instrumentarium, w pocie czoła przygotowane przez historyków, hermeneutów, psychoanalityków, mitopojetów, panów spod budki z piwem, heglistów, antyheglistów i nasze babcie – tysiączne pojęcia, retoryczne manewry, wryte w pamięć schematy, powtarzalne epitety, archetypiczne obrazy. Śmiem twierdzić, że na specach od przeszłości polegać możemy dużo bardziej niż na wróżbitach.
Że przeszłości nie da się zmienić? A da się zmienić teraźniejszość? Z przeszłością jeszcze wiele można zrobić. O tyle, o ile jest ona istotna dla dzisiaj, o tyle od dzisiaj zależy: to ja dzisiejszy decydować mogę o tym, co z wczoraj ma dla mnie znaczenie. Za co biorę odpowiedzialność, z czego jestem dumny, czego żałuję, czego się wstydzę. A co mogę powiedzieć o tym, czego wstydzić się będę w przyszłości? Nic. Między dziś a narodzinami jest ogromna przestrzeń, pełna nieprzeliczonych wydarzeń, odczuć, miejsc, twarzy, mebli, obrazów – pełna świata. Między dziś a śmiercią przestrzeni nie ma albo (jeżeli ktoś jest newtonistą) jest ona pusta, a więc w każdym razie niedostępna. Wynajdywanie nowych ścieżek w przeszłości, przestawianie i liczenie skarbów, oznaczanie (czasem osuszanie) bagien to dużo ciekawsze zajęcie niż marzenia o lepszej przyszłości. Lepszej przyszłości sobie nie zagwarantujesz, a lepszą przeszłość wciąż możesz zdobyć.
(Nie zapominajmy przy tym o jeszcze jednym: to wobec przeszłości jesteśmy przede wszystkim dłużni. To zmarli nas stworzyli, to oni za nas cierpieli. To im winni jesteśmy zadośćuczynienie. I to oni rozliczać nas będę w dniu Sądu, gdy przyszłości już żadnej nie będzie.)
Nie, nie marnuję czasu. Inaczej niż przyszłość, przeszłość już teraz w zupełności zależy ode mnie. Zresztą, z przeszłością możemy sobie lepiej poradzić – mamy do tego całe bogate instrumentarium, w pocie czoła przygotowane przez historyków, hermeneutów, psychoanalityków, mitopojetów, panów spod budki z piwem, heglistów, antyheglistów i nasze babcie – tysiączne pojęcia, retoryczne manewry, wryte w pamięć schematy, powtarzalne epitety, archetypiczne obrazy. Śmiem twierdzić, że na specach od przeszłości polegać możemy dużo bardziej niż na wróżbitach.
Że przeszłości nie da się zmienić? A da się zmienić teraźniejszość? Z przeszłością jeszcze wiele można zrobić. O tyle, o ile jest ona istotna dla dzisiaj, o tyle od dzisiaj zależy: to ja dzisiejszy decydować mogę o tym, co z wczoraj ma dla mnie znaczenie. Za co biorę odpowiedzialność, z czego jestem dumny, czego żałuję, czego się wstydzę. A co mogę powiedzieć o tym, czego wstydzić się będę w przyszłości? Nic. Między dziś a narodzinami jest ogromna przestrzeń, pełna nieprzeliczonych wydarzeń, odczuć, miejsc, twarzy, mebli, obrazów – pełna świata. Między dziś a śmiercią przestrzeni nie ma albo (jeżeli ktoś jest newtonistą) jest ona pusta, a więc w każdym razie niedostępna. Wynajdywanie nowych ścieżek w przeszłości, przestawianie i liczenie skarbów, oznaczanie (czasem osuszanie) bagien to dużo ciekawsze zajęcie niż marzenia o lepszej przyszłości. Lepszej przyszłości sobie nie zagwarantujesz, a lepszą przeszłość wciąż możesz zdobyć.
(Nie zapominajmy przy tym o jeszcze jednym: to wobec przeszłości jesteśmy przede wszystkim dłużni. To zmarli nas stworzyli, to oni za nas cierpieli. To im winni jesteśmy zadośćuczynienie. I to oni rozliczać nas będę w dniu Sądu, gdy przyszłości już żadnej nie będzie.)

I chętnie powróciłbym
Jeślibym bowiem pozostał jako czas żywy
Szczęścia zaznałbym niewiele
(Gerhard Scholem: Pozdrowienie anielskie)
Klee namalował obraz, zatytułowany „Angelus Novus”. Przedstawia anioła, który wygląda, jak gdyby chciał się oddalić od czegoś, w co się uporczywie wpatruje. Oczy szeroko rozwarte, usta otwarte, skrzydła rozpięte. Tak musi wyglądać anioł historii. Zwrócił oblicze ku przeszłości. Gdzie nam ukazuje się łańcuch zdarzeń, on widzi jedną wieczną katastrofę, która nieustannie piętrzy ruiny na ruinach i ciska mu pod stopy. Chciałby zatrzymać się, zbudzić umarłych i złączyć to, co rozbite. Ale od raju wieje wicher, który napiera na skrzydła i jest tak silny, że anioł nie może ich złożyć. Ten wicher pędzi go niepowstrzymanie w przyszłość, do której jest zwrócony plecami, podczas gdy przed nim rośnie stos ruin. Tym wichrem jest to, co nazywamy postępem.
(Walter Benjamin: O pojęciu historii)
1 komentarz:
Hej, jak znajdziesz chwilę napisz do mnie proszę, mój email:lightny@gazeta.pl. Chciałabym porozmawiać o tym obrazie i nie tylko. Jestem wyznania Mojżeszwoego i jak zapewne wiesz ten obraz jest dla nas szczególnie ważny. Nie znam wielu osób które myślą podobnie do mnie, ty tak :)
Prześlij komentarz