Telewizja publiczna wyemituje dokument pod tym tytułem. O młodych góralach, którzy co roku 2 kwietnia wynoszą na Giewont sprzęt, przy pomocy którego podświetlają stojący tam krzyż (1819 kg to nie waga sprzętu, tylko samego krzyża). Zapowiedź głosi, że to film "o papieżu, który wciąż inspiruje młodych ludzi do wielkich czynów."
Czy wyniesienie kilkudziesięciu kilogramów sprzętu na Giewont jest naprawdę w i e l k i m czynem? Czy naprawdę tak nisko upadliśmy?
Czy wyniesienie kilkudziesięciu kilogramów sprzętu na Giewont jest naprawdę w i e l k i m czynem? Czy naprawdę tak nisko upadliśmy?
7 komentarzy:
Nie wiem, czy upadliśmy, bo nie wiem, kiedy ostatnio mieliśmy skąd spadać. Ale jak sobie wyobraziłam, że jestem jednym z tych młodych ludzi i ile na każdy kilogram sprzętu musiałabym wnieść litrów wódki, żeby nie tracić poczucia inspiracji, to faktycznie aż się zasapałam.
Więc miałbyś trochę szacunku ;)
ojej, absurdalne. jaka to metoda? czytać zapowiedzi filmu, zawsze używające retoryki uogólnień i koloryzowania, do tego - pisane przez (hm...) no, zazwyczaj jakichś takich ludzi od uogólnień i gładkich fraz, a nie znawców, i na podstawie jednego słowa z tejże zapowiedzi podnosic t a k 'głębokie' wnioski i pytania.
Teoria, że to takie uogólnienie mnie nie przekonuje, bo nawet ci "hm... jacyś tam ludzie" uczciwie podali tytuł, a w tytule dane są jak najbardziej szczegółowe.
No a jeżeli koloryzowanie to już w ogóle mamy pozamiatane. Pewnie nie 1819 tylko nawet do 1800 nie dobija, nie sprzęt tylko dwie latarki na baterie i nie na Giewont tylko za miasto na wzgórek...
Pozwolę sobie zauważyć, że mój komentarz dotyczył właśnie tej zapowiedzi, a nie filmu. Film jako taki zupełnie mnie nie interesuje.
Interesuje mnie natomiast ta "retoryka uogólnień i koloryzowania". Jeżeli zapowiada się film w ten sposób, to znaczy, że tzw. "przeciętny widz" uważa to za trafne. A to znaczy, że "przeciętny widz" uważa za trafne nazwanie wyniesienie kilkudziesięciu kilogramów złomu na Giewont "wielkim czynem."
h: nie chciałam źle mówić o "tych" ludziach od uogólnień, bo cóż, no właśnie - taka retoryka notki prasowej/zapowiedzi (dużo ich czytam, bo zajmuję się czasem recenzowaniem i nigdy, ale to nigdy, nie odpowiadają temu, co rzeczywiście jest w 'dziele'). absurdalne wydaje mi się właśnie traktowanie tego aż tak serio, by z powodu jednego słowa grzmieć przez tubę: "Czy naprawdę tak nisko upadliśmy?".
koloryzownie --- nie rozumiem.:-) mnie chodziło tylko o podrasowanie wartości takiego wyczynu do rangi "wielkiego czynu".
leopold hess:
skąd założenie, że przeciętny widz uważa je za trafne? to się ma sprzedać pod łatwymi hasłami, ale czy oddaje odczucia ogółu(czy to telewidzów, czy wielkiego Ogółu w którego imieniu zadajesz t a k i e pytania)?
Inna sprawa, że zacytowaną w Twoim poście frazę Google wynalazło tylko na jednej stronie - Twojej.
a oficjalna zapowiedź tvp wygląda tak: http://www.tvp.pl/aktualnosci?news_name=premiera.filmu.dokumentalnego.1819.kg.wiary.w.tvp1
wydaje mi się, że trochę mniej pretensjonalnie, niż - jakby należało oczekiwać po Twoim wpisie.:-)(a może ta zapowiedź wyraża odczucia innego "przeciętnego widza"?:-))
pozdrowienia
Anonimowa:), ten mój komentarz nie był jakoś strasznie serio...
Ale poważnie, sugerowałaś, że całe zło w nieudolnej zapowiedzi "tych ludzi" siedziało. Rozbawiło mnie to, bo a) Autor bloga, jak sam wyżej napisał, zdegustowany był nie nieprofesjonalizmem autora zapowiedzi tylko jego pojęciem "wielkiego czynu"
b) gdyby rzeczywiście uznać, że Twoje zarzuty do autora zapowiedzi są słuszne, no to oznaczałoby to, że w filmie dzieje się mniej więcej tak jak w moim komentarzu ;) czyli moralna mizeria, a nie wielkie czyny;)
No a jeżeli w filmie moralna mizeria i autor zapowiedzi tę moralną mizerię "wielkimi czynami" nazywa, to, przyznasz, Autor bloga naprawdę ma rację, że się zaniepokoił naszą narodową kondycją;)
ale ja nic nie mam do samej zapowiedzi! absolutnie.
mnie tylko dziwi rozdźwięk między wagą takiej notki, a powagą p.Leopolda Hessa, która mu każe tak fundamentalne pytania zadawać.
dam przykład. oto typowa zapowiedź ("opowieści o zwyczajnym szaleństwie"): "Wszyscy tworzą portret zbiorowości, w której samotność stała się normą, a miłość ma coś z fast foodu." Tu otwieram szeroko oczy ze zdziwienia i zapytuję: Czy naprawdę każdy ideał sięgnie bruku? Jak nisko upadliśmy, że samą miłość z f a s t f o o d e m porównać możemy? ;-)
chyba trudno by mi się żyło: co zapowiedź, to dylemat skali narodowościowej (co najmniej). uch.
spieszę też donieść, że w z a p o w i e d z i tvp film się jawi jako bezpretensjonalny i nie szermujący takimi ocenami, więc może jeszcze tak nisko nie upadliśmy.:-)
Prześlij komentarz