Piękny chłopiec, jak z Kawafisa (tylko trochę młodszy), zapalczywie kreślił ołówkiem po "Pamiętniku" Brzozowskiego (na samym początku - zajrzałem mu przez ramię - zaznaczył "...nastał czas, w którym nie wolno już zapowiadać, lecz trzeba dawać rzeczy mogące istnieć...", dalej: "...u Goethego życie osobiste posługuje się całą historią jako swym organem i tworzy w niej swój organizm..."), po chwili odkładał ołówek, by łyknąć Portugiesera. Zapomniany papieros dogasał w popielniczce.
Patrząc na niego, jakże byłem przez chwilę szczęśliwy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz