[Post ukazuje się z dużym opóźnieniem z powodu przerwy świątecznej i innych zaburzeń]
Polska wyrosła już chyba dawno z kultu Michnika (tj. ta część Polski, która miała z czego w tym zakresie wyrastać). Wyrósł nawet niżej podpisany, chociaż to „Wyborcza” wprowadzała go w polityczną dojrzałość i chociaż to o Michnika toczył swe pierwsze zacięte polityczne spory. Wreszcie wyrastać zaczynają również młodsi redaktorzy samej „Wyborczej”, a przynajmniej Rafał Kalukin. Zaczynają.
Swój „List do starszych kolegów” („Gazeta Wyborcza”, 20-21 grudnia 2008) rozpoczyna obiecująco: „Wiem, że nie przyjmiecie mych słów lekko, że będą one dla Was zawodem, może nawet staną się trwałą zadrą w Waszej duszy.” Zapał czytelnika, który po takim wstępie liczy na mocny – wywrotowy być może – rozliczeniowy tekst, studzą jednak już kolejne linijki: „Nie traktujcie, proszę, tego listu jako próby rozliczenia Was ani fałszywego bicia się w nie swoje piersi. Nie zgłaszam wotum nieufności, nie rzucam też wyzwania Waszemu pokoleniu. Zbyt wiele szacunku dla niego żywię.” Zapał gaśnie, pojawia się gorzka myśl, po co Pan, Panie Kalukin, pisze w takim razie? Skoro nie chce Pan rozliczać, zgłaszać wotum nieufności, rzucać wyzwania? To czego Pan chce?
A to ledwie pierwszy akapit. Reszta długiego i – powiedzmy sobie szczerze – nudnawo-pretensjonalnego tekstu – myśli tej nie tłumi. Kalukin, rozliczając-nie rozliczając środowisko „Wyborczej” i Unii Wolności, porusza pięć punktów:
- stosunek do IV RP;
- „salonowy” samozachwyt i triumfalizm;
- przerost „racjonalności” nad „wrażliwością” w kierowaniu transformacją;
- uczynienie dawnych dygnitarzy pełnoprawnymi graczami w demokratycznej polityce;
- betonowy sprzeciw wobec lustracji.
W każdym punkcie opowiada tę samą historię. „Bliscy i przyjaciele” zarzucają mu, jako przedstawicielowi starszych kolegów, rozmaite błędy i wypaczenia. Kalukin najpierw broni się mężnie, ale potem nachodzą go wątpliwości. Na chwilę wczuwa się w racje swych oponentów. Potem jednak znów nachodzą go wątpliwości i zwraca się do starszych kolegów z prośbą o ich rozwianie.
Nie warto wchodzić w szczegóły. Wielu z nas te spory toczyło na własną rękę, stojąc po jednej lub po drugiej stronie (niektórzy, jak niżej podpisany, nawet po obu). Nie warto też komentować literackiej wartości takiej konstrukcji (jest w każdym razie żadna). Warto jednak zastanowić się nad całą tą sytuacją.
Po pierwsze, na liście Kalukina brakuje co najmniej dwóch ważnych punktów. Dwóch, w istocie, z trzech najważniejszych. Problemy lustracji, salonu, nomenklatury i IV RP nie są problemami ważnymi, a przynajmniej już nie. Trzy inne błędy naprawdę obciążają środowisko Michnika: „terapia szokowa”, walka z endecją, stosunek do Kościoła. Jeśli odjąć wszystkie kwestie personalne i czysto historyczne, to te trzy sprawy są podstawą najpoważniejszych zarzutów stawianych mu z lewa i prawa.
Mówiąc krótko, środowisku „Wyborczej” i Unii Wolności można i należy zarzucić:
- bezkrytyczne poparcie dla drastycznej transformacji ekonomicznej, co między innymi zaowocowało zwycięstwem prawicowych populistów w przedostatnich wyborach;
- skupienie się na walce z mocno przecenianym (a według niektórych zgoła nieistniejącym) przeciwnikiem w postaci pogrobowców Moczara, czego efektem było odsunięcie na dalszy plan problemów dużo bardziej palących niż renesans endecji;
- niekorzystną ewolucję stosunku do Kościoła: ustąpienie ze stanowiska równego partnera dialogu na rzecz pozycji coraz bardziej służalczej, czego skutkiem jest brak w Polsce realnej politycznej lub intelektualnej siły mogącej sprzeciwić się nadmiernej władzy Episkopatu.
Fakt, że w tekście Kalukina poruszony jest (i to w jaki sposób!) tylko jeden z tych problemów, jest już wystarczająco wymowny.
Po nadto, rozczarowuje sam ten sposób. Wyobrażam sobie, że gdy kleryk przychodzi do starszego księdza opowiedzieć mu o swych wątpliwościach i wahaniach wiary, nie po to jednak, by bronić przed nim swojego stanowiska, ale po to, by tamten jego wątpliwości rozwiał a wiarę umocnił, przyjmuje podobną pozę, jak Kalukin.
Być może autor miał szczere „rozliczeniowe” intencje, ale brakło mu odwagi. Być może rzeczywiście czuje się jak ten młody kleryk. Być może nie ma w Redakcji żadnej różnicy zdań, a tekst ten ma tylko zamarkować wewnętrzną dyskusję, aby „Wyborczą” uwiarygodnić.
Tak czy tak, nie wygląda na to, żeby można się było w „Wyborczej” spodziewać prawdziwych rozliczeń. To zła wiadomość, bo są jej one potrzebne. „Gazeta” po aferze Rywina, po IV RP, po powstaniu „Dziennika”, po Gowinie i Zybertowiczu, itd. itd., jest słaba i niewiarygodna. Jeżeli Panie i Panowie Redaktorzy szybko sobie tego nie uświadomią i nie zastanowią się nad sobą, wkrótce nie będzie już, po co „Wyborczej” czytać (o ile jeszcze jest).
Czekamy na odpowiedź Michnika. Ale czy ktoś wierzy, że może nas czymś zaskoczyć?
[Nie wiem, czy odpowiedź ta się ukazała. Jeżeli ktoś wie, proszę o informację]
8 komentarzy:
Przerzucam zatem z Facebooka - do usług.
Przegapiłeś zarówno odpowiedź Michnika (GW na Nowy Rok), jak i odpowiedź Orlińskiego z wczorajszo-dzisiejszej (w międzyczasie był ponoć jeszcze Beylin, ale jego akurat przeoczyłem).
Od razu się przyczepię do jednego sformułowania: "„Gazeta” po aferze Rywina, po IV RP, po powstaniu „Dziennika”, po Gowinie i Zybertowiczu, itd. itd., jest słaba i niewiarygodna". L., gdzie Rzym a gdzie Krym? Co takiego zrobił GW Zybertowicz, że stała się słaba i niewiarygodna; może jeszcze mu niby wydatnie pomogli jedyni-słuszni-pisowscy-profesorowie swoim listem otwartym? Nie rozumiem też, jakim to strasznym przełomem czy zagrożeniem dla GW miałby być Gowin. Zagrożenia ze strony Dziennika też nie widzę - zarówno ze strony redakcyjnej, jak i intelektualnej. Gorsi są pod każdym względem. Żadne to plagi egipskie moim zdaniem...
P.S. Czy uważasz, że problem pogrobowców Moczara (tudzież katoendecji) nie jest rzeczywistym problem, czy też nie jest problemem pierwszorzędnym. Jeśli to drugie, to co uważasz za główne zagadnienie?
Dzięki za przerzucenie i za wskazanie przegapionych numerów. Orlińskiego spróbuję jeszcze dostać i się odnieść, Michnika może znajdę w necie. Możesz też streścić;)
W sprawie pierwszej: zgadzam się, że "Dziennik" ustępuje "Wyborczej" pod względem redakcyjnym i intelektualnym, ale:
- mimo wszystko, jeżeli chcesz sięgnąć po (w miarę) sensowną gazetę, to masz wybór, a to jednak przełom.
- Krasowski i Michalski są jednak dość wiarygodni w prezentowaniu spraw takich, jak Zybertowicza i Gowina, oraz afery Rywina, w taki sposób, że zaczyna się wątpić w intencje Michnika; nawet jeżeli trudno się z nimi do końca zgodzić.
- niezależnie zresztą od nich, trudno zrozumieć postępowanie Michnika wobec Gowina; to naprawdę zupełnie absurdalne.
- niezależnie od tego, co myśleć o aferze Rywina i IV RP, faktem jest, że "Wyborcza" straciła przez te lata dużo ze swojej siły przekonywania.
- spory między GW a Dz, nawet jeżeli często idiotyczne, osłabiają obie strony, ale to "Wyborcza" miała więcej do stracenia.
W sprawie drugiej. Sądzę, że nie jest to problem pierwszorzędny. Wskazać pewnie by można sporo spraw istotniejszych, ale poprzestanę na dwóch, które zresztą wspomniałem już w poście.
Po pierwsze, "Wyborcza" była i jest genetycznie niezdolna do dostrzeżenia ekonomicznych warunków rozwoju prawicowego populizmu.
Po drugie, walcząc ze skrajną prawicą, "Wyborcza" przypisała temu zagrożeniu większą wagę niż przez wiele lat miało ono w rzeczywistości, tym samym przyczyniając się do przesunięcia pola debaty politycznej na prawo. Jeżeli najważniejszym wrogiem jest katoendecja, to wtedy środowiska wyraźnie konserwatywne, ale jednak nieco bardziej umiarkowane, jawią się jako niemal centrowe. Efektem tego jest między innymi sytuacja, w której bardzo restrykcyjną ustawę antyaborcyjną można uznać za "kompromisową". Innymi słowy: prawdziwym problemem były i są nadmierne wpływy "umiarkowanej" części episkopatu/środowisk katolickich/konserwatywnych, a nie części "skrajnej".
[Przepraszam, jeśli to niezbyt składne, ale pisane w biegu]
Ech,fajny tekst -nadaje się do publikacji w GW czy Dzienniku, ale nie sposób zgodzi się z większością jego autorskich tez.
Teza o słabości GW jest przesadzona -można twierdzic że dokonało się jej osłabienie, jednak gdy milioner straci choby i połowę swego majątku, to możemy rzec "zubożał", ale nie że "stal się ubogi".
O Rywinie ludzie dawno zapomnieli, przysypały go wpadki prawicy m. in. lustracyjne szaleństwa prawicy. Tak samo z Zybertowiczem. GW zresztą, mnie przynajmniej, przekonała o pewnym oszołomstwie gościa. Z pewnością wszyscy knują przeciw wszystkim, ale fobie tego faceta nie są sposobem na kierowanie państwem. Nie rozumiem jak Gowin"przyłożył GW? I nie rozumiem dlaczego miałby by wiarygodny politycznie - zwłaszcza dla Ciebie. To właśnie on wisi dziś u klamki Kościoła, jest zdecydowanie przesunięty na jego stronę.
Reszta obiekcji potem -mam coś do roboty:)
pzdr maciek magonski
To jeszcze raz ja (magonek) Tym razem bardziej węzłowato:
1 "Moczar" żyje i ma się dobrze, piszę w cudzysłowie bo naturalnie nie mówimy o fizycznej osobie. Podług mnie dowodzą to chociażby wszelkie komentarze na popularnych blogach i serwisach. PorOwnaj proszę komentarze (ich styl, język)na dowolny temat zamieszczane w zachodnich portalach i te u nas. Polacy wciąż mają w sobie ogromny potencjał agresji do wszelkiej odmienności, nie tylko etnicznej. To społeczeństwo wciąż żywi silny resentyment, pielęgnuje poczucie krzywdy. Po mojemu to pozostałoś po naszej historii, głębokie poczucie upokorzenia + odruch walki i kontestacji. To gaśnie wolno.
2. Upośledzenie ekonomiczne o którym piszesz jest faktem, ale to tylko częś "potencjału nienawiści". Ten ostatni lokuje się głębiej w naszej zbiorowej świadomości - to jakby nsza kultura (sic!). y nie bardzo umiemy inaczej. Rozwiązanie tego problemu wcale nie ostudzi specjalnie konfliktów społecznych, bo my po prostu nie mamy wykształconej tożsamości jako społeczeństwo i naród ( sic!-społeczeństwem byliśmy tylko za "S" a narodem w ramach janionjowskiego "paradygmatu romantycznego" -to się skończyło). W związku z tym nie czujemy się dobrze z sobą.
3. Transformacja była zbyt okrutna. Ale teraz nie można już tego naprawic, więc rozliczenia niewiele dadzą. Ponadto -bądźmy przez chwilę cyniczni- jak chcesz przejśc szybko z własności publicznej do prywatnej? Trzeba stworzywarunki w kórych grupa rzutkich ludzi szyko uwłaszczy się na państwowym. Jak wybra tych ludzi, czemu ci a nie inni? Jeśli jednak musisz to zrobi nie zadajesz takich pytań. Ale wówczas prywatyzacja przypomina kradzież. Ktoś znikąd, z arbitralnych powodów staje się bogaczem. Dlatego transformacja faktycznie była kradzieżą. Bo nie mogła by niczym innym. Ale ponieważzdecydowaliśmy się na kapitalizm i innej drogi nie było więc to kradziejstwo stanowiło niejako koniecznoś dziejową ;).
4.Stosunek do Kościoła- Gdyby nie umiarkowana życzliwoś Michnika do Kościoła mogliby go dawno rozjechac. Trochę rozbawiła mnie teza, że on miał ,walczą endecją legitymizowa konserwatystów, którzy potem "zaatakowali" w Pisie. Przecież to właśnie Pis wcześnie został przez M. zidentyfikowany jako endecja. Chyba że mówisz też o Platformie? Ale kogo miał popiera M. po marginalizacji UW i klęsce SLD po aferze Rywina. Ajeśli odnosisz się do czasów wcześniejszych to pamiętaj że Twój "antyprawicowy" Michnik musiałby w takim wypadku zapisa się do SLD. Bo nie było po 95 roku innej lewicy. Ale to byłoby samobójstwo
Konkluzja: Ja też chciałbym nowej lewicy. Ale perspektyw na nią brak. By może wyjaśnieniem jest właśnie zupełny brak kultury społecznej. Jesteśmy za głupi na wrażliwoś społeczną. Dlatego najlepsze co można zrobi to stąd wyjechac- do Edynburga lub dalej. Ratuj się kto może (ja nie mogę :( ). Tu nie ma co czekac, tu trzeba spierdalac:))
Pzdr M. M.
Kurde coś nie bardzo węzłowato. Sorry. M.M.
Jako ta co do Edynburga uciekła i powrotu doczekać się nie może, czuję się wywołana do zaznaczenia, że uważam że potwornie dramatyzujesz. No i nie wiem, jaki jest sens jęczenia, że tak tu strasznie, skoro uciekać się z takich czy innych powodów nie będzie. Jeżeli tak bardzo Cię te wszystkie sprawy bolą (nie mówię, że żadnych Twoich niepokojów w jakimś stopniu nie podzielam) to najwyższy czas te nową lewicę robić. Bym powiedziała, że pomogę, ale ja się boję co nowa lewica z tą nową wrażliwością społeczną z gospodarką by wyczyniała... Czy ktoś z Was może mi wytłumaczyć, dlaczego właściwie nie wolelibyście mieć w Polsce raczej normalnych liberałów. Społeczno-ekonomicznych? (No wiem, budzę lwa ;)
No nie zrobi się lewicy, jak nie ma z czego i na czym. Sądzę że określone programy lewicowe, mogą dla swej konieczności wymagac określonej kultury itradycji społeczeństwa solidarnego. Czym jest lewicowoś szwedzka bądż francuska? Korzysta się tam z pewnych wzorców wykształconych przez pokolenia (także wzorców protestu:)).
Liberałów nie będzie też z podobnych powodów.
Nie dramatyzuję - czytam posty na forach, co prawda może tu działac negatywna selekcja, ale frustracji jest tu zbyt wiele by dało się to wytłumaczyc tylko tym. Mówi to mówi o stanie znacznej części spośród nas. Jesteśmy zdrowo walnięci i nie lubimy obcych. Preferujemy natomiast sadyzm.
Może jednak kiedyś stąd wyjadę - lecz z pewnością póżniej niż Wy. Jeśli nie - mój los jest przesądzony - :(.
Najgorsze jest to że prawica się myli i żadni masoni lub Żydzi nie czyhają na naszą ojczyznę. Gdyby tak było to z dziką chęcią zgłosiłbym się by pracowac dla nich, choby i za miskę zupy, tak nie znoszę tego kraju, jego kultury i społeczeństwa.
Cholera - przepraszam za składnię.Na początku zamiast "konieczności", miało by "istnienia". M.M.
Prześlij komentarz