Zgodnie z zapowiedzią, i z tradycyjnym już opóźnieniem, ciąg dalszy rozliczania „Wyborczej”. Zgodnie z oczekiwaniami, Michnik nie zaskoczył. Jego rozwlekłą odpowiedź streścić można w kilku słowach: byliśmy zbyt naiwni. Naszym błędem była szlachetność, która zaowocowała bezbronnością. Chcieliśmy dobrze, ale nie wyszło. (Nie ma potrzeby się rozpisywać. Kto chce, niech sam przeczyta – link w poprzednim poście.)
Po przeczytaniu tego tekstu, zaczynam niemal podziwiać Kalukina. Na tle Michnika wydaje się on prawie rozumieć istotę problemu.
Warto się przyjrzeć bliżej kilku momentom w tym tekście, na pozór marginalnym, ale zdradzającym jego prawdziwy sens.
1. „Przewidywalność, Rafale, nie jest wadą, lecz zaletą. Nie jesteśmy kameleonami, którzy zmieniają system wartości w zależności od koniunktury; wartości demokratycznych broniliśmy i bronimy zawsze, gdy wydają się zagrożone. Czy te "wartości i symbole" zostały podważone? Czy trzeba tworzyć nowe?”
Niemniej, „nieprzewidywalność” nie musi oznaczać gotowości do nagłej zmiany poglądów w zależności od koniunktury. Może też oznaczać umiejętność krytycznego spojrzenia na rzeczywistość i zajęcia wobec niej stanowiska takiego, na jakie zasługuje w danym momencie historycznym, a także zdolność zmiany tego stanowiska pod wpływem autorefleksji, w której dostrzeże się własne błędy. Michnik tymczasem przyjmuje przewidywalne aprioryczne przesłanki, z których wyciąga przewidywalne aprioryczne wnioski, a następnie szuka w rzeczywistości przewidywalnych, choć niekoniecznie naprawdę istotnych, punktów zaczepienia dla tak skonstruowanego modelu. W efekcie wciąż uważa, że najważniejszym problemem Polski jest Kaczyński i jego putinowska filozofia władzy. Czy trzeba powtarzać, że ani Kaczyński nie jest Putinem, ani największym naszym problemem?
2. „Nadszedł czas nowych ludzi, nowych wyzwań, nowych obyczajów.”
Ta błyskotliwa obserwacja nie przeszkadza Michnikowi pisać tak, jakby nic się nigdy nie zmieniło i nie miało się zmienić. Nie tylko nie widać, żeby wskazał nowe wyzwania i stawił im czoła, ale wydaje się, że nawet nie podjął takiej próby.
3. „Wyznam Ci, że - wbrew Twoim obserwacjom - nie czuję się ani pogruchotany, ani pozbawiony wiarygodności. Mam świadomość wielu błędów, które popełniłem; wielu porażek, które były udziałem moich przyjaciół - i moich własnych; jednak odczuwam dumę z wolnej, niepodległej i demokratycznej Polski, do której tworzenia jakoś tam przykładałem rękę.”
Z jednej strony Michnik nie czuje się pogruchotany, ani pozbawiony wiarygodności, co świadczy o tym, że stracił chyba wyczucie sytuacji. Z drugiej strony, wprawdzie przyznaje, że popełnił wiele błędów, żadnego jednak nie wymienia! Tekst Kalukina mógł być doskonałą okazją do tego, by powiedzieć szczerze: „To i to zrobiłem źle. Tego żałuję. To zrobiłbym inaczej, gdybym wiedział.” Tymczasem jedyne, co Michnik potrafi sobie i swoim przyjaciołom zarzucić, to zbytnia naiwność. Jakże przewidywalne.
Tym tekstem Michnik otwarcie zgłosił akces do najliczniejszej polskiej partii: sojuszu ludzi, którym jest wszystko jedno. Jego pokolenie, jak sam twierdzi, odchodzi, może więc przestać się czymkolwiek przejmować i pozwolić, żeby sprawy toczyły się tak, jak się toczą.
A sprawy toczą się przecież zasadniczo nieźle. Mamy normalny rząd. Jesteśmy w Unii Europejskiej i nikt nie chce nas wyrzucić, a nawet robimy pewne postępy w polityce zagranicznej. Jest kryzys, ale z pewnością wyjdziemy z niego i nasza gospodarka będzie się dalej dynamicznie rozwijać.
I to jest właśnie nowe wyzwanie, Panie Redaktorze. Wyzwaniem jest dostrzec nie tych, którzy potencjalnie zagrażają doskonałemu porządkowi rzeczy, jak Kaczyński, ale to, jaki ten porządek naprawdę jest.
Technokratyczno-sielankowa wizja świata Platformy Obywatelskiej i wspomnianej wyżej partii bardzo chce uchodzić za zdroworozsądkowy, „obiektywny”, pogląd na rzeczywistość, z którym powinni się zgodzić wszyscy myślący ludzie. A wtedy zapanuje ogólnospołeczny konsensus, powszechne szczęście i dobrobyt. Niech tylko Kaczyński przestanie wichrzyć.
Nie kwestionuję tego, że – w porównaniu z innymi scenariuszami, które realizują się w nieodległych możliwych światach – w Polsce dzieje się dobrze. Ale nie znaczy to jeszcze, że nie ma tylko nieco odleglejszych światów, w których dzieję się lepiej. To, że maksimum lokalne jest maksimum globalnym wymaga dowodu. A tego dowodu właśnie brakuje, jest za to sporo argumentów na rzecz tezy przeciwnej.
Porzucając te matematyczno-metafizyczne metafory: ta wizja świata jest ideologią zadowolonej większości, która być może ma słuszne podstawy do zadowolenia. Rzecz w tym, że istnieją również w Polsce mniejszości, które mogą takich podstaw nie mieć albo mieć ich znacząco mniej, jak choćby niekatolicy, ubodzy czy kobiety.
Adam Michnik widzi potencjalne zagrożenia tam, gdzie ich nie ma, a nie widzi realnych problemów tam, gdzie one są. Wyzwaniem dla inteligencji nie jest powstrzymanie ludzi, którzy chcą zakłócić nasz spokój. Wyzwaniem jest zakłócenie waszego spokoju.