środa, 28 stycznia 2009
Ostatni post
Ponieważ autor za miesiąc wyprowadza się z Krakowa, gdzie spędził ostatnie pięć lat życia, postanowił pozwolić sobie na post zupełnie osobisty (który będzie zarazem ostatnim). Chciałby tylko krótko wymienić rzeczy, za którymi będzie tęsknił, a jest ich, o dziwo, niemało:
- knajpy z piwem za 3,50 (i to nie ze względu na cenę)
- lokal gastronomiczny wysokiej klasy przy Brackiej (z fatalną obsługą, a najgorszy był ten stary... z grzywą)
- bramy kamienic, z wszystkimi strasznymi, pięknymi, śmierdzącymi, zabójczymi, nieopisanymi rzeczami, które się w nich dzieją
- jednostki Uniwersytetu poukrywane w najdziwniejszych miejscach
- odległości, które zawsze można pokonać piechotą (z Huty na Dębniki też się zdarzało)
- krakowskie pedały (takich nie ma nigdzie na świecie)
- balkoniki
- upierdliwe emerytki z naprzeciwka (niezwykle upierdliwe)
- Plac Centralny
- ostatni przyjazny lokal w drodze do domu
- targ na Placu na Stawach
- kino Paradox
- Instytut Filologii Klasycznej, w którym korytarz służy za czytelnię
- rolki na Błoniach
- bar u Stasi
- rynek Dębnicki
- Jubilat
- ławeczki, na których zawsze ktoś poczęstuje cię fajką
- wiersze Michała Zabłockiego
- ci wszyscy znajomi, których naprawdę nie chcesz spotkać
- Wielopole, Wielopole
- zamieć na moście Dębnickim (żadna zima nie jest już potem straszna)
- piwnice, te zatęchłe od wilgoci i te śmierdzące trocinami
- korytarze w Żaczku
- bary mleczne Flisak i Górnik
- hellfire w Indigo
- czytelnia w Bibliotece Jagiellońskiej (kto był, nie potrzebuje komentarza; kto nie był, nie zrozumie)
- plotki, które rozchodzą się szybciej niż na wsi
- last but definitely, sincerely, absolutely not least Instytut Filozofii, w którym pracują: kosmita, anioł, chodząca kara śmierci, człowiek, który nie przeszedłby testu Turinga, numerolog, który wierzy, że jest kolejnym wcieleniem Leibniza, dwóch najwspanialszych palaczy na świecie, szkolna koleżanka Hegla (a żadne z tych określeń nie jest ani trochę przesadzone) i dziesiątki innych dziwolągów
I pewnie jeszcze parę innych rzeczy, które pamięć na pewno prędzej czy później odnajdzie nieproszona.
Chociaż więc będzie czasem tęsknił, wyjedzie bez wahania – powody, równie liczne, przemilczy.
środa, 21 stycznia 2009
Przewidywalność Michnika
Zgodnie z zapowiedzią, i z tradycyjnym już opóźnieniem, ciąg dalszy rozliczania „Wyborczej”. Zgodnie z oczekiwaniami, Michnik nie zaskoczył. Jego rozwlekłą odpowiedź streścić można w kilku słowach: byliśmy zbyt naiwni. Naszym błędem była szlachetność, która zaowocowała bezbronnością. Chcieliśmy dobrze, ale nie wyszło. (Nie ma potrzeby się rozpisywać. Kto chce, niech sam przeczyta – link w poprzednim poście.)
Po przeczytaniu tego tekstu, zaczynam niemal podziwiać Kalukina. Na tle Michnika wydaje się on prawie rozumieć istotę problemu.
Warto się przyjrzeć bliżej kilku momentom w tym tekście, na pozór marginalnym, ale zdradzającym jego prawdziwy sens.
1. „Przewidywalność, Rafale, nie jest wadą, lecz zaletą. Nie jesteśmy kameleonami, którzy zmieniają system wartości w zależności od koniunktury; wartości demokratycznych broniliśmy i bronimy zawsze, gdy wydają się zagrożone. Czy te "wartości i symbole" zostały podważone? Czy trzeba tworzyć nowe?”
Niemniej, „nieprzewidywalność” nie musi oznaczać gotowości do nagłej zmiany poglądów w zależności od koniunktury. Może też oznaczać umiejętność krytycznego spojrzenia na rzeczywistość i zajęcia wobec niej stanowiska takiego, na jakie zasługuje w danym momencie historycznym, a także zdolność zmiany tego stanowiska pod wpływem autorefleksji, w której dostrzeże się własne błędy. Michnik tymczasem przyjmuje przewidywalne aprioryczne przesłanki, z których wyciąga przewidywalne aprioryczne wnioski, a następnie szuka w rzeczywistości przewidywalnych, choć niekoniecznie naprawdę istotnych, punktów zaczepienia dla tak skonstruowanego modelu. W efekcie wciąż uważa, że najważniejszym problemem Polski jest Kaczyński i jego putinowska filozofia władzy. Czy trzeba powtarzać, że ani Kaczyński nie jest Putinem, ani największym naszym problemem?
2. „Nadszedł czas nowych ludzi, nowych wyzwań, nowych obyczajów.”
Ta błyskotliwa obserwacja nie przeszkadza Michnikowi pisać tak, jakby nic się nigdy nie zmieniło i nie miało się zmienić. Nie tylko nie widać, żeby wskazał nowe wyzwania i stawił im czoła, ale wydaje się, że nawet nie podjął takiej próby.
3. „Wyznam Ci, że - wbrew Twoim obserwacjom - nie czuję się ani pogruchotany, ani pozbawiony wiarygodności. Mam świadomość wielu błędów, które popełniłem; wielu porażek, które były udziałem moich przyjaciół - i moich własnych; jednak odczuwam dumę z wolnej, niepodległej i demokratycznej Polski, do której tworzenia jakoś tam przykładałem rękę.”
Z jednej strony Michnik nie czuje się pogruchotany, ani pozbawiony wiarygodności, co świadczy o tym, że stracił chyba wyczucie sytuacji. Z drugiej strony, wprawdzie przyznaje, że popełnił wiele błędów, żadnego jednak nie wymienia! Tekst Kalukina mógł być doskonałą okazją do tego, by powiedzieć szczerze: „To i to zrobiłem źle. Tego żałuję. To zrobiłbym inaczej, gdybym wiedział.” Tymczasem jedyne, co Michnik potrafi sobie i swoim przyjaciołom zarzucić, to zbytnia naiwność. Jakże przewidywalne.
Tym tekstem Michnik otwarcie zgłosił akces do najliczniejszej polskiej partii: sojuszu ludzi, którym jest wszystko jedno. Jego pokolenie, jak sam twierdzi, odchodzi, może więc przestać się czymkolwiek przejmować i pozwolić, żeby sprawy toczyły się tak, jak się toczą.
A sprawy toczą się przecież zasadniczo nieźle. Mamy normalny rząd. Jesteśmy w Unii Europejskiej i nikt nie chce nas wyrzucić, a nawet robimy pewne postępy w polityce zagranicznej. Jest kryzys, ale z pewnością wyjdziemy z niego i nasza gospodarka będzie się dalej dynamicznie rozwijać.
I to jest właśnie nowe wyzwanie, Panie Redaktorze. Wyzwaniem jest dostrzec nie tych, którzy potencjalnie zagrażają doskonałemu porządkowi rzeczy, jak Kaczyński, ale to, jaki ten porządek naprawdę jest.
Technokratyczno-sielankowa wizja świata Platformy Obywatelskiej i wspomnianej wyżej partii bardzo chce uchodzić za zdroworozsądkowy, „obiektywny”, pogląd na rzeczywistość, z którym powinni się zgodzić wszyscy myślący ludzie. A wtedy zapanuje ogólnospołeczny konsensus, powszechne szczęście i dobrobyt. Niech tylko Kaczyński przestanie wichrzyć.
Nie kwestionuję tego, że – w porównaniu z innymi scenariuszami, które realizują się w nieodległych możliwych światach – w Polsce dzieje się dobrze. Ale nie znaczy to jeszcze, że nie ma tylko nieco odleglejszych światów, w których dzieję się lepiej. To, że maksimum lokalne jest maksimum globalnym wymaga dowodu. A tego dowodu właśnie brakuje, jest za to sporo argumentów na rzecz tezy przeciwnej.
Porzucając te matematyczno-metafizyczne metafory: ta wizja świata jest ideologią zadowolonej większości, która być może ma słuszne podstawy do zadowolenia. Rzecz w tym, że istnieją również w Polsce mniejszości, które mogą takich podstaw nie mieć albo mieć ich znacząco mniej, jak choćby niekatolicy, ubodzy czy kobiety.
Adam Michnik widzi potencjalne zagrożenia tam, gdzie ich nie ma, a nie widzi realnych problemów tam, gdzie one są. Wyzwaniem dla inteligencji nie jest powstrzymanie ludzi, którzy chcą zakłócić nasz spokój. Wyzwaniem jest zakłócenie waszego spokoju.
niedziela, 11 stycznia 2009
Odpowiedzi Kalukinowi
sobota, 10 stycznia 2009
Nieśmiałe ojcobóstwo Kalukina
[Post ukazuje się z dużym opóźnieniem z powodu przerwy świątecznej i innych zaburzeń]
Polska wyrosła już chyba dawno z kultu Michnika (tj. ta część Polski, która miała z czego w tym zakresie wyrastać). Wyrósł nawet niżej podpisany, chociaż to „Wyborcza” wprowadzała go w polityczną dojrzałość i chociaż to o Michnika toczył swe pierwsze zacięte polityczne spory. Wreszcie wyrastać zaczynają również młodsi redaktorzy samej „Wyborczej”, a przynajmniej Rafał Kalukin. Zaczynają.
Swój „List do starszych kolegów” („Gazeta Wyborcza”, 20-21 grudnia 2008) rozpoczyna obiecująco: „Wiem, że nie przyjmiecie mych słów lekko, że będą one dla Was zawodem, może nawet staną się trwałą zadrą w Waszej duszy.” Zapał czytelnika, który po takim wstępie liczy na mocny – wywrotowy być może – rozliczeniowy tekst, studzą jednak już kolejne linijki: „Nie traktujcie, proszę, tego listu jako próby rozliczenia Was ani fałszywego bicia się w nie swoje piersi. Nie zgłaszam wotum nieufności, nie rzucam też wyzwania Waszemu pokoleniu. Zbyt wiele szacunku dla niego żywię.” Zapał gaśnie, pojawia się gorzka myśl, po co Pan, Panie Kalukin, pisze w takim razie? Skoro nie chce Pan rozliczać, zgłaszać wotum nieufności, rzucać wyzwania? To czego Pan chce?
A to ledwie pierwszy akapit. Reszta długiego i – powiedzmy sobie szczerze – nudnawo-pretensjonalnego tekstu – myśli tej nie tłumi. Kalukin, rozliczając-nie rozliczając środowisko „Wyborczej” i Unii Wolności, porusza pięć punktów:
- stosunek do IV RP;
- „salonowy” samozachwyt i triumfalizm;
- przerost „racjonalności” nad „wrażliwością” w kierowaniu transformacją;
- uczynienie dawnych dygnitarzy pełnoprawnymi graczami w demokratycznej polityce;
- betonowy sprzeciw wobec lustracji.
W każdym punkcie opowiada tę samą historię. „Bliscy i przyjaciele” zarzucają mu, jako przedstawicielowi starszych kolegów, rozmaite błędy i wypaczenia. Kalukin najpierw broni się mężnie, ale potem nachodzą go wątpliwości. Na chwilę wczuwa się w racje swych oponentów. Potem jednak znów nachodzą go wątpliwości i zwraca się do starszych kolegów z prośbą o ich rozwianie.
Nie warto wchodzić w szczegóły. Wielu z nas te spory toczyło na własną rękę, stojąc po jednej lub po drugiej stronie (niektórzy, jak niżej podpisany, nawet po obu). Nie warto też komentować literackiej wartości takiej konstrukcji (jest w każdym razie żadna). Warto jednak zastanowić się nad całą tą sytuacją.
Po pierwsze, na liście Kalukina brakuje co najmniej dwóch ważnych punktów. Dwóch, w istocie, z trzech najważniejszych. Problemy lustracji, salonu, nomenklatury i IV RP nie są problemami ważnymi, a przynajmniej już nie. Trzy inne błędy naprawdę obciążają środowisko Michnika: „terapia szokowa”, walka z endecją, stosunek do Kościoła. Jeśli odjąć wszystkie kwestie personalne i czysto historyczne, to te trzy sprawy są podstawą najpoważniejszych zarzutów stawianych mu z lewa i prawa.
Mówiąc krótko, środowisku „Wyborczej” i Unii Wolności można i należy zarzucić:
- bezkrytyczne poparcie dla drastycznej transformacji ekonomicznej, co między innymi zaowocowało zwycięstwem prawicowych populistów w przedostatnich wyborach;
- skupienie się na walce z mocno przecenianym (a według niektórych zgoła nieistniejącym) przeciwnikiem w postaci pogrobowców Moczara, czego efektem było odsunięcie na dalszy plan problemów dużo bardziej palących niż renesans endecji;
- niekorzystną ewolucję stosunku do Kościoła: ustąpienie ze stanowiska równego partnera dialogu na rzecz pozycji coraz bardziej służalczej, czego skutkiem jest brak w Polsce realnej politycznej lub intelektualnej siły mogącej sprzeciwić się nadmiernej władzy Episkopatu.
Fakt, że w tekście Kalukina poruszony jest (i to w jaki sposób!) tylko jeden z tych problemów, jest już wystarczająco wymowny.
Po nadto, rozczarowuje sam ten sposób. Wyobrażam sobie, że gdy kleryk przychodzi do starszego księdza opowiedzieć mu o swych wątpliwościach i wahaniach wiary, nie po to jednak, by bronić przed nim swojego stanowiska, ale po to, by tamten jego wątpliwości rozwiał a wiarę umocnił, przyjmuje podobną pozę, jak Kalukin.
Być może autor miał szczere „rozliczeniowe” intencje, ale brakło mu odwagi. Być może rzeczywiście czuje się jak ten młody kleryk. Być może nie ma w Redakcji żadnej różnicy zdań, a tekst ten ma tylko zamarkować wewnętrzną dyskusję, aby „Wyborczą” uwiarygodnić.
Tak czy tak, nie wygląda na to, żeby można się było w „Wyborczej” spodziewać prawdziwych rozliczeń. To zła wiadomość, bo są jej one potrzebne. „Gazeta” po aferze Rywina, po IV RP, po powstaniu „Dziennika”, po Gowinie i Zybertowiczu, itd. itd., jest słaba i niewiarygodna. Jeżeli Panie i Panowie Redaktorzy szybko sobie tego nie uświadomią i nie zastanowią się nad sobą, wkrótce nie będzie już, po co „Wyborczej” czytać (o ile jeszcze jest).
Czekamy na odpowiedź Michnika. Ale czy ktoś wierzy, że może nas czymś zaskoczyć?
[Nie wiem, czy odpowiedź ta się ukazała. Jeżeli ktoś wie, proszę o informację]
środa, 22 października 2008
Projekt fenomenologii ludzkiej ułomności
niedziela, 8 czerwca 2008
komunikat
To samo dotyczy długiego czasu, jaki zabiera odpowiadanie na komentarze.